Prezes NBP prof. Adam Glapiński dla „Financial Times”

Dane dotyczące inflacji nie są niepokojące, mówi szef polskiego banku centralnego.

Adam Glapiński podkreśla też, że nie ma żadnych oznak występowania baniek napędzanych przez niskie stopy procentowe.

James Shotter – Warszawa

Prezes polskiego banku centralnego nie podziela krótkoterminowych obaw o inflację, mimo że inne banki centralne regionu zaczynają podnosić stopy procentowe, aby przeciwdziałać gwałtownym wzrostom cen.

Adam Glapiński powiedział, że dane dotyczące inflacji obecnie nie są „niepokojące” i podkreślił, że inflacja jest napędzana po części przez przejściowe czynniki zewnętrzne, takie jak efekty bazy i ceny paliw. Polska jest na drugimi miejscu w UE pod względem wysokości stopy inflacji – w maju wyniosła ona 4,7% r/r, by w czerwcu nieco spaść do 4,4%.

„Po wyeliminowaniu wpływu czynników regulacyjnych i podażowych na inflację CPI, otrzymujemy inflację zbliżoną do 2,5%, a więc znajdującą się w środkowym przedziale naszego celu inflacyjnego,” powiedział z rozmowie z dziennikiem „Financial Times”. „Obecnie nie ma więc żadnych powodów do niepokoju, zwłaszcza że spodziewamy się także spadku inflacji CPI.”

Wzrost inflacji odnotowano w wielu krajach wraz ze znoszeniem obostrzeń związanych z pandemią. Skłoniło to niektórych ekonomistów do wezwania banków centralnych do zaprzestania stosowania środków stymulacyjnych przyjętych w czasie kryzysu. Banki centralne na Węgrzech i w Czechach podniosły stopy procentowe w ostatnim miesiącu.

Adam Glapiński powiedział, że bank centralny, Narodowy Bank Polski, będzie „bardzo uważnie” wypatrywał sygnałów świadczących o tym, że rosnące płace powodują wzrost cen, w miarę jak gospodarka przyspiesza po jej „zamknięciach” (ang. lockdowns) spowodowanych pandemią. Spodziewa się, że w przyszłym roku polska gospodarka urośnie o ponad 5%.

„Jeśli zauważymy tendencję, że w ciągu kilku kwartałów wzrost cen może być napędzany przez czynniki o charakterze popytowym, wówczas będziemy działać. Kiedy to nastąpi? Trudno określić to precyzyjnie, jednak raczej nie wcześniej niż jesienią tego roku. A może dopiero w połowie przyszłego roku,” powiedział.

„Nasze podejście podobne jest do podejścia Rezerwy Federalnej czy EBC – czekamy, aż ożywienie gospodarcze się ugruntuje. Następnie będziemy obserwować, czy istnieje ryzyko wzrostu inflacji. I na pewno się nie zawahamy – będziemy działać natychmiast, jak tylko będzie to konieczne.”

Część ekonomistów utrzymuje, że NBP powinien już teraz podjąć kroki mające na celu okiełznanie inflacji, jako że na polskim rynku pracy widać oznaki jego kurczenia się. Bezrobocie w Polsce, wynoszące 3,8% ludności w wieku produkcyjnym, należy według Eurostatu do najniższych w UE.

„Polska ma bardzo niską stopę bezrobocia, co wywiera presję płacową. Co więcej, ‘Polski Ład’ [rządowy program zobowiązań podatkowych i wydatkowych] pobudzi popyt,” powiedziała Alicja Defratyka, ekonomistka portalu ciekaweliczby.pl.

Dodała: „Myślę, że inflacja prawdopodobnie osiągnie od 4,5% do 5% do końca tego roku, choć może być nawet wyższa, jeżeli wszystkie środki zaproponowane w ramach ‘Polskiego Ładu’ wejdą w życie.”

Adam Glapiński powiedział, że NBP nie ma „żadnych szczególnych obaw” co do rynku pracy, i że napływ pracowników z sąsiedniej Ukrainy i Białorusi „na pewno będzie wystarczający, aby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na siłę roboczą” w nadchodzących latach.

„Oczywiście wypatrujemy oznak pojawiania się jakichkolwiek ‘wąskich gardeł’ na rynku pracy, ale obecnie nie obserwujemy nadmiernej presji płacowej. Płace rosną, choć wolniej niż wydajność pracy. Jednostkowe koszty pracy nie wzrastają,” powiedział.

Dodał: „Najgorsze, co mogłoby nas spotkać, to spirala płacowo-cenowa, ale ryzyko jej wystąpienia jest bardzo ograniczone. Obecnie w Polsce takiego ryzyka nie ma i w tej chwili nie przewidujemy, aby miało ono wystąpić w nadchodzących kwartałach. Nie mamy też podstaw, aby przewidywać jego wystąpienie w przyszłym roku.”

Ekonomiści zgłaszają też obawy o ultrałagodną politykę pieniężną napędzającą bańki w sektorach nieruchomości i finansów. Jednak Adam Glapiński powiedział, że polskie banki są dobrze dokapitalizowane i że rynek nieruchomości nie ulega przegrzaniu.

„Obecnie w sektorze nieruchomości nie ma żadnych oznak występowania baniek napędzanych przez niskie stopy procentowe. I nie spodziewamy się ich wystąpienia,” powiedział.

„Należy mieć na uwadze, że te niskie stopy procentowe utrzymują się dopiero od stosunkowo bardzo krótkiego czasu i zgodnie z oczekiwaniami rynku zaczniemy wychodzić z ich obszaru już w następnym roku. Natomiast cykle na rynku nieruchomości są znacznie dłuższe.” […].